Staram się zarażać nadzieją

Staram się zarażać nadzieją

Życie było kiedyś inne. Człowiek młody, który tak naprawdę nie myśli na poważnie o tym, co może go spotkać w życiu, ma inne priorytety na swoją przyszłość. Każdy z nas marzy o dobrym życiu. Domu, rodzina, dzieci, samochód, dobra praca, dobre wykształcenie, przyjaciele.
To wszystko jest ważne, nawet bardzo ważne, jednak gdy wydarzy się coś złego i jesteśmy bezsilni, aby to pokonać powyższe priorytety odchodzą na dalszy plan.
Kilka lat temu wydarzyło się coś, co zmieniło moje życie. Myślę, że już na zawsze. To była choroba. Nie moja, ale najbliższej mi osoby, która zawsze była dla mnie najważniejsza, najpiękniejsza, najmądrzejsza, w której oparcie mogłem znaleźć o każdej godzinie dnia i nocy.
Pierwszy kontakt z Onkologią. Kilka lat temu otworzyłem oczy i zauważyłem, że problemy dnia codziennego, z którymi się borykamy, to tak naprawdę w większości stworzone przez nas samych. Bo często z błahostki robimy ogromny problem. Wrocław, klinika Onkologi i początek leczenia, początek nadziei na lepsze jutro. Białaczka to przecież nie wyrok, a od znajomych usłyszałem ze szpik pobiera się z kręgosłupa. Na początku uwierzyłem do póki nie wdrążyłem się bardziej w temat. Bez chwili zawahania postanowiłem podjąć decyzje o rejestracji w bazie potencjalnych dawców szpiku. Na formularzu pamiętam napisałem w pierwszej kolejności dla mojej Mamy. Ona czytając to płakała, a ja zrozumiałem, że nie będzie to łatwa Walka. Walka całej rodzinny o zdrowie, życie tej naszej głowy Domu. Na oddziale tam ludzie żyli inaczej. Każdy był życzliwy. Każdy miał nadzieje, każdy wierzył w lepsze jutro i w to, że znajdzie się dla niego dawca szpiku, który odda tą swoją krople życia.
Dawca się znalazł!!! Co to była za radość, euforia, wiara, siła, nadzieja, że teraz będzie tylko z górki. Nie zapomnę tego nigdy. Dziś myślę, że to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, nie to, że zdałem prawo jazdy, skończyłem szkołę czy też dostanie dobrej pracy. Właśnie ta informacja o dawcy była najpiękniejszym momentem w zyciu. Było wtedy inaczej, człowiek tak żył wolniej, cieszył się każdą chwilą ze sobą.
Historia nie zakończyła się szczęśliwie, choć niewiele brakowało. Po latach mogę powiedzieć,ze dziś nie płacze, nie czuje bólu, ale czuje wdzięczność za tą lekcje życia. Za to, że odkryłem w sobie powołanie jakim jest wolontariat.
Trafiając na Drużynę Szpiku wiedziałem tyle o nich tyle, iż promują idee dawstwa szpiku, która, jak już wiedziałem sam po swoich doświadczeniach, jest bardzo ważna, po to, aby dać nadzieje i szanse na nowe, całkiem nowe życie i pokonanie paskudnej białaczki, raka krwi. Po jakimś tam czasie postanowiłem działać na Oddziale onkologicznym. Pamiętam swoją pierwszą wizytę na dziecięcej onkologii w Poznaniu u pewnego chłopca. Czułem strach, najzwyczajniej w świecie strach. Nie paraliżował mnie on tak strasznie, ale się bałem. Zrozumiałem wtedy, gdzie jest moje miejsce i gdzie jestem potrzebny .Oczywiście przed pierwszym wejściem bardzo długo się przygotowałem.
Dziś jestem już kilka lat Wolontariuszem Oddziałowym. Cały czas zbieram doświadczenia i za każdym razem uczę się czegoś nowego. Przez te kilka lat poznałem ogromną ilość świetnych dzieciaków.
To nie zawsze jest tak, że jest tam smutno, czasem jest tam więcej radości i nadziei niż w naszym codziennym życiu. Czasem Wolontariusz to taka osoba, przed którą otwierają się ludzie. Idą wtedy razem od początku choroby aż do jej końca. Bardzo często rodzą się też silne więzy, które są nie do zniszczenia. Ważna rzecz jaką mogę powiedzieć to to, że każdy jest ważny bez wyjątku.
Never give up !
Piotr Piciu Stanisławski