4 lutego to Światowy Dzień Walki z Rakiem

Zuzanna Markiewicz

{ WAŻNYCH JEST KILKA TYCH CHWIL – czyli 4 lutego }

Przez 15 lat, 4 lutego był dla mnie zwykłym dniem w ciągu roku. Nikt z mojej Rodziny nie ma wtedy urodzin, to również żadna rocznica czy ważna data. Nie działo się naprawdę nic, co wymagałoby ode mnie szczególnego wspominania. Teraz jest zupełnie inaczej – dzień ten stał się dla mnie jednym z najważniejszych w całym roku.

4 lutego to Światowy Dzień Walki z Rakiem. To czas, który przede wszystkim ma na celu usprawnienie diagnostyki nowotworów głównie dzięki bezpłatnym badaniom, organizowanym w placówkach onkologicznych w ramach drzwi otwartych. Ja jednak, ilekroć pomyślę o tym dniu, patrzę na niego przez pryzmat swojego chorobowego doświadczenia, a interpretacją nieco wykraczam poza jego standardowe postrzeganie. Chcę widzieć więcej.

Dla mnie, Światowy Dzień Walki z Rakiem to święto Tych, którzy leżą dzisiaj na Oddziałach Onkologicznych.
To święto ogromnego pragnienia, by żyć.

To święto Onkologów i Pielęgniarek onkologicznych.
To święto nadziei, którą nie tak łatwo nieustannie mieć w sobie.

To święto Rodziców, którzy codziennie czuwają przy łóżkach swoich chorych Dzieci.
To święto motywacji do tego, by osiągnąć najprostszy, a zarazem najtrudniejszy cel – wyzdrowieć.

To święto oddziałowych Wolontariuszy, wspierających te dzielne Istoty.
To święto siły, z którą chcemy witać każdy poranek.

To święto wszystkich zaangażowanych w pomoc onkologicznym Wojownikom.
To święto radości, która towarzyszy nam nawet przy najmniejszej poprawie wyników.

To święto oddziałowych Kapelanów, którzy nieustannie starają się nadać cierpieniu jakiś sens.
To święto uśmiechu, w tak dużej przecież ilości obecnego na Oddziale.

To święto Tych, którzy walczyli o swoje życie z całych sił, ale to nie wystarczyło.
To także święto tęsknoty i wspomnień, które po Nich pozostały.

To święto Tych, którzy zwyciężyli i teraz wiedzą, że dostali od losu drugą szansę na życie.
To święto uciążliwej niepewności, towarzyszącej wizytom kontrolnym i badaniom.

To święto Tych, którzy walczą ze wznowami chorób nowotworowych.
To święto nieustannych pytań: „a co, jeśli…?”.

To także święto Tych, którzy być może dzisiaj zderzyli się z nowotworową diagnozą i nagle runęła rzeczywistość, którą dotychczas budowali.
To święto strachu i poczucia niesprawiedliwości.

Ale przede wszystkim, jest to święto Tych, którzy każdego dnia starają się nie tracić nadziei, pomimo zielonych worków z chemią, szpitalnych łóżek i pościeli, a także bezsilności, która czai się na każdym kroku i tylko czeka, by zaatakować i wyssać z Pacjentów resztki nadziei.

Dokładnie za 9 dni, 13 lutego, minie rok od chwili, w której dowiedziałam się, że choruję na nowotwór. To trudny dla mnie czas, bo odzywają się wciąż żywe wspomnienia. W myślach widzę swoje ówczesne emocje, obawy i kłębiące się pytania. Wspominam Tych, którzy rozumieli mnie najlepiej, bo przechodzili przez to samo, a już nigdy nie będzie mi dane z Nimi porozmawiać.

Jestem ogromnie wdzięczna światu, że nie spędzę tej rocznicy na Oddziale jako Pacjentka. Tej nie, a za rok, czy dwa? Tego nie wiem. Jednak 4 dzień lutego już zawsze będzie dla mnie takim momentem, w którym się zatrzymam i przypomnę sobie, jak wiele dostaję od życia każdego dnia.

Na Oddziale doświadczyłam ogromu smutku i niepewności, a także uśmiechu i nadziei. Dzięki wspaniałym Zuchom, z którymi miałam zaszczyt spędzić 9 miesięcy mojego życia, nie był to zły czas. Owszem, był bardzo trudny, ale to Oni sprawiali, że miałam siłę, by podnieść się po każdym upadku.

4 lutego poświęćcie proszę chwilę i pomyślcie o Tych, którzy codziennie uparcie walczą o każdy oddech i choćby jeden, najmniejszy uśmiech.
Zuzia