Dawca w Drużynie Szpiku!

Jak już Wiecie Kochani nasze działania polegają na różnorodności. Organizujemy zbiórki krwi, prowadzimy prelekcje w szkołach na temat dawstwa szpiku, rejestrujemy potencjalnych dawców, a także promujemy ideę na sportowo, biegając lub jeżdżąc na rowerze w czerwonych koszulkach.
W szeregach naszej drużyny są też Dawcy Szpiku, a niektórzy nawet „podwójni”
Jednym z nich jest KRZYSZTOF KONANIEC ze Ścinawy (woj. dolnośląskie), w domu tatuś i kochany mąż, w pracy górnik, dla ludzi dawca szpiku i krwi, dla nas bohater!
Zapraszamy do przeczytania relacji Krzysia:
– Moja przygoda zaczęła się w 2013 roku rejestrując sie jako potencjalny dawca szpiku. W grudniu 2013 roku otrzymałem telefon z zapytaniem, czy nie oddałbym szpiku kostnego dla swojego bliźniaka genetycznego, bo jest zgodność miedzy nami. Wiadomość ta nie dochodziła do mnie. Poprosiłem, żeby pani z bazy jeszcze raz mi powtórzyła, bo nie moglem, w to uwierzyć że po pół roku od zarejestrowania się do bazy otrzymałem telefon, że jest zgodność i że mogę komuś bezinteresownie uratować życie.
Bez wahania oczywiście powiedziałem Tak!!! Pani z bazy poinformowała mnie przez telefon, że będą się ze mną kontaktować w celu potwierdzenia zgodności genetycznej. Musiałem oddać próbki krwi w przychodni w ustalonym terminie i już w styczniu 2014 roku otrzymałem informację telefoniczną oraz listowną o terminie wstępnych badań.
Musiałem jechać na szczegółowe badania do Gliwic, bardzo byłem z tego powodu zadowolony, ponieważ miałem możliwość sprawdzenia stanu swojego zdrowia, aby potwierdzić, czy jestem w 100% zdrowy.
Same badania wyglądały bardzo ciekawie, musiałem się zgłosić rano do szpitala na czczo. Szpital był blisko, ponieważ wcześniej przyjechałem z miejsca zamieszkania do Gliwic, gdzie miałem zapewniony hotel. Zgłosiłem sie do rejestracji i od razu przejęła mnie pielęgniarka, z którą wchodziłem do każdego specjalisty bez kolejki. Po przejściu wszystkich badań mogłem wrócić do domu. Pozostało tylko czekać na dzień pobrania komórek macierzystych.
Dostałem komplet zastrzyków do wykonania na wytworzenie większej ilości komórek macierzystych, dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Pierwszy zastrzyk dostałem w przychodni, następny wykonałem sam w brzuch. Nie ukrywam, że po tych zastrzykach miałem objawy grypopodobne, ale to jest normalne. Przyjechałem dzień wcześniej z osobą towarzyszącą.
Na drugi dzień zgłosiłem się do szpitala już na pobranie komórek macierzystych. Przyjęli mnie na oddział i dowiedziałem się, że będę miał pobierane komórki macierzyste z krwi obiegowej i że mój szpik trafi dla 34 letniego mężczyzny z Niemiec. Samo oddanie przebiegało sympatycznie, czas oddawania w moim przypadku trwał około 5 godzin.
Pobrano mój szpik i dodatkowo osocze. Sam proces pobrania wyglądał następująco:
Obie ręce są podłączone wenflonem, krew wędruje z jednej reki do separatora i następnie wraca z powrotem do krwiobiegu. Po całym zabiegu czułem sie wyśmienicie, przeszły objawy grypopodobne po zastrzykach, otrzymałem posiłek regeneracyjny. Pod okiem lekarza musiałem jeszcze spędzić około godziny w szpitalu, żeby mógł stwierdzić, czy wszystko jest w porządku. Następnie otrzymałem wypis ze szpitala i otrzymałem książeczkę dawcy przeszczepu. W ten sam dzień wsiadłem w samochód i pojechałem do domu.
Długo nie czekając, bo w maju 2014 roku otrzymałem ponownie telefon, że zostałem dawcą po raz drugi. Znowu bez wahania powiedziałem TAK!!!
Dowiedziałem, że to dla tego samego biorcy, potrzebował większą ilość komórek macierzystych, żeby uratować jego życie. Byłem jego ostatnią deską ratunku, więc nie moglem odmówić Jestem też dawcą krwi, mam już honorowo oddane 18. litrów krwi. Cała procedura drugiego oddania szpiku była taka sama jak wcześniej.

Gdybym po raz trzeci otrzymał telefon z propozycją oddania szpiku, oczywiście powiedziałbym TAK!!!

Dziękujemy Krzysiu, za to że Jesteś!