O strachu…

Od naszej Zuzi Markiewicz

O strachu…

Gdy dowiedziałam się, że choruję na nowotwór, zrodził się we mnie niewyobrażalny strach, którego nie da się porównać do niczego.

Nie jest to strach doprawiony podekscytowaniem, taki, jak w trakcie jazdy kolejką górską.

Nie jest to również krótkotrwały impuls, towarzyszący nam na przykład przy niespodziewanym szczeknięciu psa.

Nie jest to obawa przed trudnym egzaminem, kartkówką czy odpowiedzią ustną.

Nie jest to także strach porównywany do tego, który czujemy, gdy boimy się ciemności.

To olbrzymia niepewność o własne życie. Obawa przed tym, że jeśli nie zaczniemy działać w odpowiednim momencie, za chwilę może być za późno. Niepokój, spowodowany nieustannym pytaniem: „a co by było, gdyby…?” – gdybyśmy nie zareagowali, nie znaleźli się w szpitalu, nie otrzymali pomocy, chemii…

Oddział Onkologii to miejsce, w którym tak naprawdę mieszają się wszystkie emocje. Zdecydowanie częściej można dostrzec smutek i towarzyszące mu łzy, jednak obecna jest również radość, na przykład z powodu lepszych wyników.

Rzeczą, która ujęła mnie najbardziej, to czułość okazywana Pacjentom przez Rodziców i odwrotnie. Cokolwiek się dzieje, Mama lub Tata są zawsze obok Dziecka. Przyniosą herbatę, przytulą, uśmiechną się do Niego. To najcenniejsze, co w takiej sytuacji można otrzymać!

Na zdjęciu Zosia oraz Jej Mama – Pani Anita ☺️ obie skradły moje serce. Dziewczyny, ściskam Was mocno!